Spread the love

Refleksyjny esej o powolnym dojrzewaniu człowieka w świecie pełnym pośpiechu. O wewnętrznych przemianach, ciszy, prostocie i subtelnych przesunięciach, które kształtują nasze życie głębiej niż widoczne wydarzenia.

O powolnym dojrzewaniu człowieka w świecie, który udaje pośpiech

Czasem mam wrażenie, że świat zamienił się w osobliwą scenę, na której wszystko porusza się szybciej, niż jesteśmy w stanie zauważyć. Ludzie biegną, mówią, planują, przerzucają się z miejsca na miejsce, jakby goniło ich coś niewidzialnego. A jednak w środku wielu z nich od lat nic się nie zmieniło. Jakby wewnętrzne krajobrazy pozostały nietknięte, choć zewnętrzne dekoracje zmieniają się bez przerwy. I coraz częściej widzę, że prawdziwa przemiana nie rodzi się w tym zewnętrznym tempie, lecz w powolnym, cichym ruchu, który zaczyna się głęboko pod powierzchnią.

Może to kwestia wieku, może doświadczenia, a może zwykłego zmęczenia nieustannym udowadnianiem czegokolwiek, ale coraz wyraźniej czuję, że człowiek dojrzewa nie wtedy, gdy stara się być widoczny, lecz wtedy, gdy pozwala sobie zniknąć w ciszy. W przerwach między zdaniami. W chwilach, kiedy nagle słyszy własny oddech, jakby należał do kogoś innego.

I właśnie o tym chcę pisać: o dojrzewaniu, którego nie da się przyspieszyć, choćbyśmy próbowali ze wszystkich sił.


Ostatnie Miesiące

W ostatnich miesiącach czuję w sobie dziwny rodzaj ruchu. Nie gwałtowny, nie dramatyczny, raczej taki, który przypomina powolny obrót Ziemi. Niewidoczny, a jednak decydujący o wszystkim. Człowiek zauważa go dopiero wtedy, gdy spojrzy wstecz. Nagle widzi, że stoi w innym miejscu niż rok temu, choć nie pamięta ani jednego kroku, który miałby to wyjaśnić.

Może właśnie na tym polega dojrzewanie: nie na skoku, lecz na warstwach. Na delikatnym osadzie, który opada na dno jeziora. Każdego dnia cienka warstwa, która sama w sobie nic nie znaczy, ale po czasie tworzy nowy kształt.

I myślę, że ja również od dawna zbieram takie warstwy, tylko wcześniej ich nie widziałem.


Myślenie

Często zastanawiam się, jak bardzo nauczono nas postrzegać życie jako serię kamieni milowych: skończyć szkołę, znaleźć pracę, zbudować coś, co będzie można pokazać innym. Jakby wartość człowieka dało się zmierzyć tym, co widoczne. A jednak im dłużej żyję, tym bardziej rozumiem, że najważniejsze rzeczy są niewidzialne. Nie da się ich sfotografować, udostępnić, opisać.

Jak opowiedzieć o tym, że człowiek wreszcie zrozumiał, iż nie musi być doskonały? Wyjaśnić, że coś w nim się rozluźniło, choć nie potrafi wskazać powodu? Jak podzielić się tym, że rzeczy, które kiedyś przerażały, nagle przestają mieć władzę?

To nie są kamienie milowe. To ciche przesunięcia, które dzieją się głęboko w środku.

A jednak to właśnie one decydują o tym, jak żyjemy.


Zwyczajność

Czasem myślę, że największa odwaga polega na tym, by pozwolić sobie być zwyczajnym. Nie wyjątkowym, nie fascynującym, nie nieustannie inspirującym. Po prostu zwyczajnym, w najczystszym znaczeniu tego słowa. Zwyczajnym jak woda, która płynie, nie prosząc o podziw. Jak światło, które pada na stół, nie próbując niczego udowodnić.

A jednak bronimy się przed tą zwyczajnością, jakby była zagrożeniem. Jakby oznaczała porażkę. A może jest odwrotnie: może właśnie w zwyczajności kryje się przestrzeń na prawdziwą głębię. Bo kiedy człowiek przestaje grać rolę, zostaje tylko to, co prawdziwe.

A prawda jest często cicha, krucha, niemal nieśmiała. Ale to jedyna rzecz, na której można się oprzeć.

W ostatnim czasie uczę się być dla siebie łagodniejszy. Nie w sensie usprawiedliwiania wszystkiego, lecz w sensie uznania własnej ludzkiej natury. Z błędami, wątpliwościami, zmęczeniem, pragnieniem spokoju. Uczę się akceptować, że niektóre dni są po prostu trudne, i że to nie znaczy, że coś jest ze mną nie tak. Uczę się nie wymagać od siebie nieustannej produktywności, kreatywności, siły.


Zmiana

I przede wszystkim uczę się zauważać momenty, w których coś we mnie się zmienia, nawet jeśli nikt inny tego nie widzi.

To szczególny rodzaj uwagi, uwagi skierowanej do wewnątrz. Nie tej krytycznej, która szuka błędów, lecz tej cichej, która obserwuje subtelne ruchy duszy. I im bardziej ją ćwiczę, tym wyraźniej widzę, że człowiek nosi w sobie całe krajobrazy, które czekają na odkrycie.


Proces powrotu

Może cały ten proces nie jest zmianą, lecz powrotem. Powrotem do siebie. Do czegoś, co kiedyś było naturalne, zanim przykryły to warstwy oczekiwań, lęków i cudzych głosów. Powrotem do prostoty, która nie jest naiwna, lecz dojrzała. Do prostoty, która wie, że życie nie potrzebuje komplikacji, bo samo potrafi się skomplikować.

Coraz częściej dostrzegam drobiazgi, które wcześniej umykały: sposób, w jaki światło zmienia się w ciągu dnia, ciszę między dwiema myślami, chwilę, gdy poranne powietrze niesie jeszcze ślad nocy.

Te małe momenty mają niezwykłą moc. Jakby przypominały, że życie nie dzieje się tylko na zewnątrz, ale również a może przede wszystkim w środku.


Wewnętrzne krajobrazy

I może właśnie tam, w tych wewnętrznych krajobrazach, dzieje się to, co najważniejsze. Nie w wydarzeniach, lecz w tym, jak je przeżywamy. Nie w tym, co się stało, lecz w tym, co w nas zostało.

Często myślę, że człowiek nie rodzi się gotowy. Nie rodzi się pusty ani pełny, raczej jako otwarta przestrzeń, która z czasem wypełnia się tym, na co pozwoli. I że największą tragedią nie jest popełnienie błędu, lecz wypełnienie się czymś, co nie jest nasze.

Dlatego coraz uważniej wybieram, co wpuszczam do środka. Jakie słowa, jakich ludzi, jakie myśli. Bo wszystko, co człowiek wpuści, w jakiś sposób się w nim osadza.

Może to tylko kolejny rozdział. Kolejny etap, który kiedyś się skończy i ustąpi miejsca innemu. Ale teraz, właśnie teraz, czuję, że warto go zapisać. Nie dlatego, że jest wyjątkowy, lecz dlatego, że jest prawdziwy.

A prawda, nawet cicha, ma niezwykłą zdolność trwania.

Może ostatecznie nie chodzi o to, ile człowiek przeżyje, lecz ile z tego w nim zostanie. Nie o to, ile wypowie słów, lecz ile z nich będzie szczerych. Nie o to, jak szybko idzie, lecz jak głęboko stąpa.

I tak idę dalej. Powoli, cicho. Wiedząc, że każdy krok jest jednocześnie powrotem i odkryciem. I że gdzieś pomiędzy tymi dwoma ruchami rodzi się to, co nazywamy życiem.


Podobne artykuły:


Discover more from LIBER SINE BIBLIOTHECA

Subscribe to get the latest posts sent to your email.

Leave a Reply

Trending

Discover more from LIBER SINE BIBLIOTHECA

Subscribe now to keep reading and get access to the full archive.

Continue reading

Discover more from LIBER SINE BIBLIOTHECA

Subscribe now to keep reading and get access to the full archive.

Continue reading